Wczoraj pokłócili się jak psy, wrzeszczeli na siebie wściekle, aż trzasnęły drzwi. Ale dziś rano Anka nie wytrzymała – cipka ją swędziała na myśl o jego grubym kutasie. Wparowała do jego mieszkania bez pukania, z mokrą szparką pod spódnicą. Kuba stał w kuchni, zaskoczony, ale jego fiut od razu stwardniał na jej widok. Złapał ją w pasie, przycisnął do ściany i wpił się w usta, gryząc wargi. 'Przepraszam, rżnij mnie mocno!' – wyszeptała, zsuwając mu spodnie.
Anka uklękła, chwyciła kutasa dłonią i wessała go po same jaja, ssąc głośno, śliniąc się jak dziwka. Kuba złapał ją za włosy, pieprzył w gardło, aż się dławiła. 'Kurwa, jaka mokra cipa!' – warknął, rzucając ją na kanapę. Rozdarł jej bluzkę, obciągnął majtki i wbił palce w ociekającą szparkę, masując łechtaczkę. Anka wygięła się w łuk, jęcząc: 'Weź mnie, wal w cipę na ostro!'. Nie czekał – wepchnął fiuta jednym pchnięciem, rozciągając jej ścianki.
Rżnęli się dziko, mocniej niż kiedykolwiek. Kuba brał ją od tyłu, klapsy w dupę czerwieniły skórę, a ona pchała się na kutasa, chlupocząc sokami. Zmiana pozycji: na jeźdźca, gdzie Anka ujeżdżała go jak krowę, cycki podskakiwały, sutki twarde. 'Pieprz mnie głębiej, spuść się!' – krzyczała. Przewrócił ją na plecy, nogi na ramionach, walił jak tłok, aż łóżko trzeszczało.
W końcu eksplodował – wyciągnął kutasa i zalał jej cipę, brzuch i cycki gęstym spustem. Anka rozsmarowała spermę po skórze, liżąc palce. Godzili się tak godzinami, aż oboje padli zlani potem, z uśmiechami na wulgarnych mordach.