Za kulisami koncertu kręci się busty laska z ogromnymi balonami, co falują pod obcisłą bluzką. Podchodzi do mnie z zadziornym uśmieszkiem: "Chodź ze mną, ale bez penetracji. Żadnego wpychania kutasa w cipkę, jasne?". Kiwam głową, ale mój fiut już stoi jak kołek. Wciągamy się do ciemnego pokoju, ona klęka i wyjmuje mi kutasa, ssąc go zachłannie. Jej usta ślizgają się po całej długości, język wiruje wokół żołędzi, a cycki ocierają się o moje uda. "Tylko lodzik, pamiętaj!", sapie, ale jej oczy błyszczą pożądaniem.
Sięgam po jej bluzkę, zrywam ją i te monstrualne balony wyskakują na wolność. Są ciężkie, sutki twarde jak kamienie. Liżę je, gryzę, a ona jęczy głośno, rozchylając uda. Jej szparka ocieka sokami, widzę przez majtki mokrą plamę. "No dawaj, tylko dłonią po cipce!", błaga, ale ja już nie wytrzymuję. Zdzieram jej gacie, przykładam kutasa do wejścia i pcham jednym ruchem. "Nieee! Ups, cholera!", piszczy, ale biodra same idą do tyłu, nabijając się głębiej. Rżnę ją jak sukę, kutas wali w jej ciasną, mokrą dziurę z plaśnięciem.
Ona wije się, paznokcie wbija w moje plecy: "Kurwa, rżnij mocniej! Zapomniałam o zakazie". Walę w niej jak tłok, cycki podskakują, cipka ściska kutasa. Przechylam ją na stół, wbijam od tyłu, klepiąc po dupie. Jej wrzaski wypełniają pokój, dochodzi pierwsza, tryskając sokami po udach. Ja nie daję rady dłużej – wyjmuję fiuta i walę spust na jej wielkie balony, gęsty biały strumień spływa po sutkach. "No penetration? Ups, ale było warto!", śmieję się, a ona liże resztki z cycków.
(248 słów)