Od kiedy ta seksowna laska wprowadziła się jako moja współlokatorka, nie mogę przestać myśleć o jej ciele. Ma ogromne cycki, które kołyszą się pod cienką koszulką, i dupę tak jędrną, że aż chce się ją złapać. Codziennie rano widzę ją w kuchni w samych stringach, jak się schyla po jogurt, a jej cipka prześwituje przez materiał. Mój kutas od razu staje na baczność, pulsuje i cieknie preejakulatem.
Nie wytrzymuję tego napięcia. Zamykam się w łazience i wyjmuję swojego grubego kutasa. Walę go mocno, wyobrażając sobie, jak wpycham go w jej mokrą szparkę. Ręka lata w górę i w dół, a ja jęczę: "Kurwa, jaka ty jesteś ciasna!". Cycki mi falują w myślach, a ona błaga o więcej. Spuszczam się potężnym strumieniem na lustro, gęsty biały spust kapie po tafli, ale ulga trwa tylko chwilę. Godzinę później znowu jestem twardy jak kamień.
Wieczorami podsłuchuję, jak się masturbuje w swoim pokoju. Jej jęki: "O tak, głębiej!" rozbrzmiewają przez ścianę. Kładę ucho do drzwi i walę konia na stojąco, kutasa ściskając aż boli. Wyobrażam sobie jej cipkę tryskającą sokami, a ja rżnę ją od tyłu, klepiąc po dupie. Spust leci na podłogę, fontanna po fontannie, a ja dyszę jak pies. Ona mnie nakręciła na maksa – teraz walę konia po pięć razy dziennie, a kutasa mam obtarty.
Nie mogę się powstrzymać. Dzięki tej dziwce stałem się nałogowym waliącym konia. Chcę ją w końcu wyruchać, ale póki co moje sesje są coraz dłuższe i brudniejsze. Kutas boli od ciągłego tarcia, ale cipka tej współlokatorki jest warta każdej kropli spustu.