Rano budzę się z kutasem twardym jak skała, napalony po nocnych snach o mokrych cipkach. Wchodzę do kuchni, a tam moja współlokatorka, ta napalona laska z jędrną dupą i wielkimi cyckami, stoi przy blacie w cienkiej koszulce nocnej, która ledwo zakrywa jej nagie uda. Jej sutki prześwitują, a ja już czuję, jak mi ślina leci na widok tej soczystej baby. Podchodzę cicho od tyłu, obejmuję ją w pasie, a mój nabrzmiały kutas wciska się między jej pośladki. Ona wzdycha głęboko, odchyla głowę i całujemy się leniwie, języki splatają się powolnie, jakbyśmy mieli całą wieczność.
Sadzam ją na chłodnym kuchennym stole, zrywam koszulkę, odsłaniając te piękne, ciężkie cyce. Zsuwa majtki, jej cipa błyszczy od soków, różowa i gotowa na kutasa. Klękam, liżę ją delikatnie, ssąc łechtaczkę, aż wije się i jęczy cicho: 'Rżnij mnie wolno, kochanie'. Wstaję, przykładam główkę do wejścia i wchodzę centymetr po centymetrze, czując, jak jej ciasna cipka rozciąga się na moim grubym trzonie. Zaczynam pompować powoli, głęboko, każdy ruch to tortura rozkoszy – jej oczy zachodzą mgłą, paznokcie wbijają się w moje ramiona.
Jej cycki falują hipnotycznie przy każdym pchnięciu, a ja masuję je, szczypiąc sutki. Ona wije biodrami, dopasowując się do mojego rytmu, szepcze: 'Głębiej, rżnij moją cipę na tym stole'. Przyspieszam odrobinę, ale wciąż sensualnie, pot spływa po naszych ciałach, kuchnia wypełnia się naszymi westchnieniami i mlaskaniem cipki. Czuję, jak jaja mi się napinają, spust blisko. Ona dochodzi pierwsza, drżąc i krzycząc cicho, jej cipka pulsuje wokół kutasa.
W końcu nie wytrzymuję – walę w nią mocniej kilka razy i spuszczam gęsty, gorący strumień spermy prosto do jej głębi. Wyciekająca z cipki biała maź kapie na stół, a my padamy sobie w ramiona, dysząc. Poranne rżnięcie na kuchennym stole – surowe, prawdziwe i cholernie dobre.