Byłam napalona jak cholera na tego młodego kutasiarza, którego poznałam u sąsiadki. Miał jędrny tyłek, idealny do mojego grubego straponu. 'Dziś ci dupę rozjebię', wyszeptałam mu do ucha, rozbierając go na łóżku. Smarowałam jego ciasną dziurę lubrykantem, a mój silikonowy kutas stał dęba, gotowy do akcji. On drżał z podniecenia, ale widziałam strach w oczach. 'No dawaj, weź to w dupę jak facet', zachęcałam, popychając go na czworaka.
Delikatnie wcisnęłam czubek w jego dziewiczą dupę. Kurwa, jaka ciasna! Zacisnął zęby, ale po chwili zaczął jęczeć: 'Boli, kurwa, wyciągaj!'. Nie słuchałam, pchałam głębiej, czując jak się rozciąga na moim gumowym fiucie. Rżnęłam go powoli, ale zdecydowanie, a on wył z bólu, łzy spływały mu po policzkach. 'Przestań, boli mnie dupa!', błagał, ale jego kutas twardniał coraz bardziej. Lubił to, mimo płaczu. Przyspieszyłam, waląc w jego prostatę, a on ryczał jak suka w rui.
Nie było miłości, tylko czysty ból i rozkosz. Rżnęłam go mocniej, klepiąc po jajach, aż się trząsł. 'Spuszczaj się, pedale!', krzyknęłam, a on eksplodował, tryskając spermą na prześcieradło. Ja też doszłam od tarcia o pasek straponu, zalewając nas sokami. On leżał z płaczem, dupa czerwona i rozjebana, ale uśmiechał się przez łzy. 'Następnym razem będzie lepiej', obiecałam, liżąc jego spoconą dupę.
To było hardcore'owe rżnięcie – bez litości, z łzami i spustem. Chciałam analu i dostałam, mimo jego płaczu.