Siedziałem naprzeciw tej seksownej żony programisty, laski z wielkimi cyckami opinającymi biały top. Była tak napalona, że od razu złapała za mojego grubego kutasa i zaczęła walić go mocno, a ja wsunąłem palce w jej mokrą, ociekającą cipę. Jej szparka pulsowała, soki spływały po udach, a ona jęczała jak suka w rui. Przyspieszyłem ruchy, masując jej nabrzmiałą łechtaczkę, aż cipcia zacisnęła się na moich palcach.
Nagle laska wygięła się w łuk, krzyknęła 'kurwa, dochodzę!' i zalała mi rękę strumieniem gorącej cipówy. Orgazm wstrząsnął jej całym ciałem, cycki falowały pod topem, sutki prześwitywały na wylot. W oczach miała dziki głód, a ręka nie zwalniała tempa na moim nabrzmiałym kutasie. Wtem chwyciła brzeg białego topu i jednym ruchem zciągnęła go w dół, uwalniając te ogromne, jędrne balony. Sutki sterczały twardo, różowe i gotowe do ssania.
Patrząc na te cyce, nie wytrzymałem. Laska przycisnęła je do mojego kutasa, ocierając główką o sutki, i zaczęła doić z furią. 'Spuszczaj się na moje cycki, ty zboczeńcu!' – wrzasnęła. Kutas zapulsował, jaja się napięły, i wystrzeliłem gęstymi strumieniami spermy prosto na jej dekolt. Gorący spust spływał po krągłościach, a ona rozsmarowywała go palcami, liżąc opuszek. Oddychaliśmy ciężko, a jej cipa wciąż kapie, gotowa na więcej.
Żona programisty oblizała wargi, patrząc na mojego wciąż twardego kutasa. 'Następnym razem wbiję cię w siebie po jaja', mruknęła, masując resztki spermy na cyckach. Ta sesja wzajemnego walenia konia była najlepsza ever.