Mikuro Komori przechadzała się po luksusowej willi, jej obcisła sukienka podkreślała jędrne cycki i krągły tyłek. Nagle w cieniu pojawił się złodziej czasu, ubrany w czarny płaszcz. Uśmiechnął się złośliwie i nacisnął przycisk na swoim zegarku. Świat wokół zamarł – służba, goście, wszystko nieruchome. Tylko on mógł się ruszać, a Mikuro stała jak kukła, z otwartymi ustami w pół zdania.
Podszedł blisko, powąchał jej perfumy mieszające się z zapachem cipki. Szarpnął za sukienkę, rozrywając materiał. Wyskoczyły ogromne, sterczące cycki z różowymi sutkami. Zdjął jej majtki, odsłaniając gładką, wilgotną cipę. Wsunął dwa palce głęboko, czując ciasny skurcz. "Kurwa, jaka mokra dziwko", mruknął, liżąc jej sutki, gryząc mocno. Mikuro nie reagowała, ale jej ciało drżało wewnętrznie od podniecenia.
Wyciągnął swojego grubego kutasa, nabrzmiałego i ociekającego sokami. Wcisnął go w jej usta, rżnąc gardło jak cipę. Ślina spływała po brodzie, a on pompował brutalnie, trzymając za włosy. Potem położył ją na stole, rozłożył nogi szeroko. Wpychał kutasa w cipę po jaja, waląc jak młotem. "Weź to, suko!", warczał, klapsy w tyłek czerwieniły skórę. Przerzucił na brzuch, napluł na dupę i wepchnął w ciasny anal, rozrywając ją na pół.
Ruchał na zmianę cipę i dupę, aż kutas pulsował. Wyciągnął i spuścił gęsty strumień spermy na twarz Mikuro – w oczy, usta, cycki. Czas wrócił do normy. Mikuro zamrugała, czując lepki spust i bolącą cipę, ale nie wiedziała dlaczego. Złodziej zniknął, zostawiając ją zlizaną i gotową na więcej.