Leżałam na plaży w gorącym słońcu, moja czarna skóra błyszczała od potu i olejku. W hotelu obok pokoju był ten biały facet, wysoki, umięśniony, z tym uśmieszkiem, który mówił: wiem, co mam w spodniach. Widziałam go wcześniej przy basenie, jak wybrzuszenie w kąpielówkach nie dało się ukryć. Wielki biały kutas, marzenie każdej czarnej suki jak ja. Postanowiłam go poderwać. Wsunęłam stringi głębiej w cipę i podeszłam, kręcąc tyłkiem.
W jego pokoju otworzył drzwi w samym ręczniku. "Hej, sąsiadko, chcesz drinka?" – mrugnął. Ja się roześmiałam i wparowałam do środka, zrzucając pareo. Moje cycki falowały, sutki sterczały jak szalone. "Chcę twojego kutasa, białasu". Klęknęłam przed nim, ściągnęłam ręcznik i wyszczerzyłam oczy. Jezu, ten kutas był monstrum – gruby, żylasty, z wielką główką. Chwyciłam go dłonią, ledwo objęła, i wessałam do gardła. Ssałam jak wampirzyca, śliniąc się, połykając po jaja. On jęczał, trzymając mnie za dredy, rżnąc usta.
Rzucił mnie na łóżko, rozłożył nogi. Moja czarna cipa ociekała sokami, gotowa na inwazję. Wsunął tego olbrzyma powoli, rozciągając ścianki. "Kurwa, jaka ciasna!" – ryknął. Zaczął walić jak tłok, głęboko, aż cervix bolała z rozkoszy. Ja drżałam, cycki podskakiwały, paznokcie wbijały się w jego plecy. "Rżnij mocniej, białego kutasa kocham!" Pchał bez litości, klapsy na tyłek, a ja spuszczałam się raz za razem, tryskając na prześcieradło.
Na koniec wyciągnął i zalał mi twarz gorącym spustem. Gruby, biały strumień spływał po cyckach, po ustach. Lizałam resztki, patrząc w oczy. "To dopiero wakacje" – wysapałam. Ten międzyrasowy seks był najlepszy ever.