Słońce prażyło na publicznej plaży, a ja paradowałam zupełnie naga, z cyckami kołyszącymi się na wietrze i cipą błyszczącą od soku. Ludzie gapili się na mnie jak na dziwo, faceci wyciągali kutasy spod spodenek, a laski czerwieniały z zazdrości. Czułam się jak totalna dziwka, podniecona tym, że każdy mógł zobaczyć moją wygoloną cipkę i sterczące sutki. Spacerowałam brzegiem morza, nogi szeroko, żeby wiatr owiewał mi szparkę.
Nagle podszedł do mnie wysoki facet z wielkim wybrzuszeniem w kąpielówkach. "Chodź do namiotu, suko, rozedrę ci tę cipę" – warknął prosto w ucho. Nie protestowałam, pociągnął mnie za rękę do rozbitego namiotu na skraju plaży. W środku rzucił mnie na materac, zdarł mi majtki, których nie miałam, i wepchnął palce w moją mokrą dziurę. "Jaka mokra cipa, gotowa na kutasa" – śmiał się, ssąc moje cycki.
Wyciągnął swojego grubego kutasa, długiego jak mój przedramię, i wbił go we mnie jednym pchnięciem. Rżnął mnie jak zwierzę, trzymając za biodra, a ja jęczałam głośno, nie dbając, że plaża słyszy. "Kurwa, jaka ciasna, wezmę cię na pieska!" – krzyknął, obracając mnie. Walił w dupę, klapsy na pośladki paliły, cipka pulsowała wokół jego pały. Pot lał się po nas, namiot trząsł się od taranowania.
Na koniec wyciągnął kutasa i spuścił się na moją twarz, gęsty spust kapał po cyckach. "Liż, dziwko!" – rozkazał, a ja połykałam każdą kroplę. Wyszliśmy, ja wciąż naga i ociekająca, plaża patrzyła z podziwem.