Aneta spacerowała po lesie, czując, jak cipka pulsuje z podniecenia. Słońce prażyło przez liście, a ona nie mogła dłużej wytrzymać. Znalazła gęsty krzak, zerwała spodenki i stringi, rozkładając nogi na miękkiej trawie. Jej palce natychmiast wślizgnęły się w wilgotną szparkę, rozchylając nabrzmiałe wargi.
– Kurwa, jak mokro – jęknęła, wpychając dwa palce głęboko w ciasną cipkę. Obracała nimi, masując punkt G, podczas gdy kciukiem pocierała nabrzmiały łechtaczek. Sok spływał po udach, a cycki falowały pod bluzką, sutki twarde jak kamienie. Wyobrażała sobie kutasa sąsiadki wbijającego się w nią, co tylko potęgowało orgazm.
Ruchy przyspieszyły, palce rżnęły cipkę z squelchem, głośnym na ciszy lasu. Aneta gryzła wargę, ale jęki wyrywały się same: – O tak, rżnij mnie mocniej! Trzeci palec dołączył, rozciągając dziurkę, a ona drugą ręką ściskała cycka, szczypiąc sutek. Ciało drżało, napięte jak struna.
Nagle spust przyszedł falą – cipka zacisnęła się na palcach, tryskając sokiem na trawę. Aneta wygięła się w łuk, krzycząc: – Kurwa, dochodzę! Fale orgazmu rozrywały ją, nogi trzęsły się, a ona dalej masowała łechtaczkę, przedłużając ekstazę. W końcu opadła, dysząc, z cipką ociekającą nektarem. Wstała chwiejnie, ubrała się i odeszła z uśmiechem, wiedząc, że wróci po więcej.