Impreza rozkręciła się na całego, a w salonie wybuchła dzika orgia. Wszędzie kutasy w cipach, jęki i spusty. Mój mąż dawno złapał azjatycką laskę o małych cyckach i ciasnej cipce. Walił ją w gumce od tyłu, jak pies rżnie sukę, a ona piszczała po japońsku. Nagle podszedł jej facet, niski Azjata z uśmiechem, klepnął mojego po ramieniu i powiedział po angielsku: "Zdejmij tę gumę, walnij ją na skórze, spuść się głęboko w tej cipie". Mąż spojrzał na mnie, kiwnęłam głową, podniecona tym widokiem.
Mąż wyrwał kutasa z gumki, czerwony, nabrzmiały łeb ociekał sokami. Laska rozłożyła nogi szerzej, jej gładka, różowa cipa błyszczała wilgocią. "Tak, rżnij mnie na surowo!" - wrzasnęła, a Japończyk kiwał głową z aprobatą. Mąż wbił się w nią po jaja, bez bariery, czując każdy milimetr tej azjatyckiej dziury. Ruchał jak maszyna, pałając mocniej, jej cycki podskakiwały, a ona drapała plecy. Ja siedziałam obok, palcując swoją cipę, patrząc jak jego jaja obijają jej tyłek. "Głębiej, spuść się w niej!" - dopingowałam.
Orgia wokół szalała: inne laski ssały kutasy, faceci lali spermę na twarze. Mąż przyspieszył, ryknął i wlał gorący spust prosto w macicę Azjatki. Ona drżała w orgazmie, cipa pulsowała, wyciskając każdą kroplę. Japończyk poklepał go: "Dobra robota, teraz moja kolej". Wyciągnął swojego skośnookiego kutasa i wbił się w zalaną spermą cipę żony, mieszając nasze soki. Ja wskoczyłam na męża, siadając na jego twarzy, by wylizał moją cipę, podczas gdy orgia trwała w najlepsze.
Cała impreza śmierdziała spermą i cipami, kutasy nie miękły, a laski błagały o więcej. Tej nocy mój mąż wyruchał trzy Azjatki bez gumki, zawsze za zgodą ich facetów.