Wpadłem do chaty kumpla, bo wiedziałem, że siedzi w robocie. Jego żona, ta napalona suka o soczystych cyckach i dupie jak marzenie, otworzyła drzwi w stringach i staniku, który ledwo trzymał te balony. Uśmiechnęła się sprośnie: "No weź mnie, dawno nie rżnąłeś". Złapałem ją za włosy i wcisnąłem język w jej usta, macałem cipę przez majtki – już była mokra jak po deszczu.
Sprowadziłem ją na kolana w korytarzu. Ściągnąłem kalesony, a mój gruby kutas stanął dęba. Ta dziwka złapała go w łapska, lizała jaja i połykała po same gardło, charcząc jak rasowa kurew. Ssała tak mocno, że aż mi się zakręciło w głowie. "Lubisz kutasa kumpla, co?" – warknąłem, pompując jej w mordę. Wyciągnąłem i rzuciłem na łóżko, zdarłem stringi – cipa różowa, ociekająca sokami.
Rozłożyłem jej nogi i wbiłem kutasa na całego, rżnąłem jak maszyna. Ta suka wiła się, drapała plecy, krzyczała: "Mocniej, pieprz mnie jak szmatę!". Walczyłem w jej ciasnej dziurze, cycki falowały, dupsko trzęsło się przy każdym pchnięciu. Przewróciłem ją na brzuch, waliłem od tyłu, klepiąc po pośladkach – czerwone ślady na skórze.
Nie wytrzymałem, wyciągnąłem fiuta i spuściłem gęsty strumień spermy na jej cipę, brzuch i cycki. Kapała wszędzie, ta suka rozsmarowywała palcami, liżąc je z rozkoszą. "Przyjdziesz jutro znowu?" – spytała z uśmiechem. Wycofałem się, zanim kumpel wrócił. Najlepsza zdrada ever.