W starej bawarskiej wiosce młoda chłopka Marta uginała się pod ciężarem pracy na polu. Jej obcisła lniana suknia przylegała do spoconych cycków i okrągłej dupy, a pot spływał po udach. Nagle pojawił się pan Heinrich, rosły szlachcic o byczym karku i nabrzmiałym kutasku w spodniach. 'Ty suko wiejska, czas na zapłatę za ochronę!' warknął, chwytając ją za włosy i wciskając twarz w siano.
Marta pisnęła, ale cipka już mokra od strachu i podniecenia. Pan zerwał jej kieckę, odsłaniając bladą dupę i różową szparkę. 'Patrz, jaka mokra dziura!' ryknął, wyciągając grubego, żylastego kutasa. Splunął na główkę i wepchnął w jej usta, rżnąc gardło na całego. Marta dławiła się, śliniąc się obficie, ale ssała jak głodna dziwka, liżąc jaja i połykając gęsty preejakulat.
'Na kolana, na pieska!' rozkazał, stawiając ją na czworaka. Marta wypięła dupę, a on walnął kutasa prosto w cipę, rozrywając wilgotne ścianki. Rżnął ją brutalnie, klepiąc po pośladkach, aż zrobiły się czerwone. 'Jęcz, kurwo, dla pana!' wył, wbijając się po jaja. Cipka Martyty tryskała sokami, a ona wyła z rozkoszy, wijąc się pod jego napierdalaniem.
W końcu Heinrich wyciągnął fiuta i spuścił gęsty strumień spermy na jej plecy i dupę. 'Dobra suka, jutro znowu!' rzucił, zostawiając ją dyszącą w sianie, z cipą ociekającą mieszanką soków i nasienia.