Siedziałam przy stole w kuchni, nalewając sobie mleko do płatków. Nagle ten mój współlokator, wysoki skurwiel z napiętymi mięśniami, podszedł i bezczelnie chwycił moją szklankę. Wypił wielki łyk, patrząc na mnie prowokująco. 'To moje mleko, ty chuju!' – warknęłam, ale zamiast wściekłości poczułam, jak cipka mi pulsuje z podniecenia. Jego spodnie wybrzuszyły się od twardego kutasa, a ja już wiedziałam, co zrobię, żeby wyrównać rachunki.
Pchnęłam go na blat, zdarłam mu gacie w dół. Gruby, żylasty kutas wyskoczył jak sprężyna, ociekając preejakulatem. Chwyciłam go w garść, masując brutalnie, a on jęknął jak suka. 'Teraz dam ci swoje mleko, ale najpierw cię wyrucham!' – syknęłam, zrzucając bluzkę i majtki. Moje wielkie cycki zakołysały się, sutki twarde jak kamienie. Wskoczyłam na niego okrakiem, wpychając tego olbrzyma w swoją mokrą, ciasną cipę. Rżnęłam go jak zwierzę, podskakując ostro, aż blat trzeszczał.
Jego ręce ściskały moje dupsko, palce wpijały się w skórę. 'Spuszczaj się, dawaj ten gorący spust na moje cycki!' – krzyczałam, czując, jak orgazm nadchodzi. Wyjęłam kutasa z cipki w ostatniej chwili, on wstał i zaczął walić konia jak opętany. Pierwszy strumień białego mleka trysnął na moje sutki, drugi na brzuch, trzeci spłynął po cyckach. Ciepłe, klejące, idealne. Oblizałam palec, smakując jego sok, podczas gdy on dyszał, patrząc na mnie z podziwem.
Skończyliśmy oboje zlani potem i spermą, a ja się zaśmiałam. 'Następnym razem weźmiesz swoje mleko, ale cipę też'. Od tamtej pory śniadania w naszej kuchni zawsze kończą się rżnięciem.