Ona wróciła do zadymionego baru w Sosua, ta dominikańska laska o krągłych biodrach i soczystych cyckach, co zawsze pachnie mango i spermą. Wskoczyła na ladę, rozchyliła nogi, a sok z mango kapiął prosto na jej ogoloną cipkę. 'Rżnij mnie jak wtedy!' – wrzasnęła, patrząc na kutasa barmana, który już sterczał jak stalowa pałka. Chwyciła owoc, wtarła w łechtaczkę, jęcząc głośno, podczas gdy tłum gapiów ślinił się z podniecenia.
Szybko ściągnął spodnie i wepchnął grubego kutasa w jej mokrą szparkę jednym pchnięciem. Cipa laski z Sosua była jak dojrzałe mango – lepka, słodka i ciasna. Rżnął ją brutalnie, klepiąc po dupie, a ona wiła się, spuszczając sok z owocu na jego jaja. 'Więcej, dawaj więcej mango!' – krzyczała, gryząc skórkę i liżąc sok zmieszany z jej sokami. Kutas wchodził głęboko, rozciągając cipę, a ona drapała mu plecy, błagając o szybsze ruchy. Barman pompował jak maszyna, jej cycki podskakiwały, a pot mieszał się z sokiem.
Przerzucił ją na stół, wszedł od tyłu w dupę, bez litości. 'Spust w środku!' – jęknęła, wciskając mango w usta. Rżnął analnie, klepiąc po pośladkach, aż cipka pulsowała z zazdrości. W końcu wyciągnął kutasa i trysnął gęstym spustem na jej twarz i cycki, mieszając spermę z sokiem mango. Laska zlizała wszystko, śmiejąc się: 'Jestem z powrotem, chłopaki – więcej mango, więcej rżnięcia!' Tłum wiwatował, a ona już szukała następnego kutasa.