Czekałem backstage na koncert, a moja żona jak zwykle się spóźniała. Nuda, piwo w ręku, aż tu nagle wpada jej współlokatorka, ta napalona laska o wielkich cyckach i krótkiej spódniczce. Uśmiechnęła się sprośnie, wiedziała, że żona nie ma pojęcia o naszych sekretach. "Czekasz na nią? A może na mnie?" – szepnęła, ocierając się o mój krocze. Jej dłoń powędrowała w dół, poczułem, jak twardnieje mi kutas pod spodniami.
Sięgnąłem pod spódniczkę i palcami znalazłem jej mokrą cipkę, bez majtek, ociekającą sokami. "Jesteś gotowa na ruchanie?" – warknąłem, a ona jęknęła, rozkładając nogi. Ściągnąłem spodnie, mój gruby kutas wyskoczył na wolność, pulsujący i gotowy do roboty. Wcisnąłem jej go w usta, rżnąłem gardło głęboko, aż się dławiła śliną. "Ssij mocniej, suko!" – rozkazałem, trzymając za włosy. Po minucie nie wytrzymałem, wyciągnąłem i obróciłem ją tyłem do ściany.
Wbiłem kutasa w jej ciasną cipkę jednym pchnięciem, aż krzyknęła z rozkoszy. Ruchałem ją jak zwierzę, mocno i szybko, klepiąc po dupie. Jej cycki podskakiwały, a ona wiła się, błagając o więcej. "Głębiej, rżnij mnie na wyjeb!" – jęczała, a ja przyspieszałem, czując, jak jej cipka ściska mi fiuta. Backstage pusty, tylko nasze chlupotanie i jęki. Pot lał się po nas, jej soki kapały po udach.
W końcu nie wytrzymałem, wyciągnąłem kutasa i spuściłem gęsty strumień spermy na jej cipkę i dupę. Ona drżała w orgazmie, rozsmarowując mój spust palcami. "Żona jeszcze nie przyszła? Następnym razem znowu" – mrugnęła. Otarłem się, ubrałem i wyszedłem, jakby nigdy nic.