Wpadłam do chaty tego napalonego byka, a on już stał z kutasem jak u konia – grubym, długim, pulsującym żyłami. Cipka mi natychmiast zmokła na sam widok. Klęknęłam przed nim, wzięłam tego potwora do gęby i ssałam z całej siły, śliniąc się jak suka w rui. Ledwo objęłam wargi, ale połykałam po jaja, dławiąc się i charcząc z rozkoszy. On złapał mnie za włosy i ruchał gardło, aż łzy mi leciały.
Pchnął mnie na czworaka, napluł na dupę i wcisnął trzy palce, rozciągając ciasną dziurę. Bolało jak cholera, ale błagałam: 'Wepchnij kutasa, rozjeb mi tyłek!'. Wbił się jednym pchnięciem, rozrywając mnie na strzępy. Ten ogromny fiut wypełnił dupsko po brzegi, a on rżnął brutalnie, waląc po jajach o moje uda. Krzyczałam z bólu i ekstazy, cipka tryskała sokami na materac.
Pompował jak maszyna, coraz głębiej, a ja wiłam się w orgazmie. Nagle doszłam analnie, oblewając jego kutasa gorącymi sokami z dupy i cipki – cały był lepki, śliski od mojego syfu. Wyciągnął go, mokrego i ociekającego, i wcisnął mi w usta. Ssałam swój własny smak, a on spuścił się fontanną gęstej spermy prosto do gardła. Połykałam zachłannie, z dupą rozwartą jak krater.
Leżałam wyczerpana, z tyłkiem płonącym i twarzą w nasieniu. Ten wielki kutas mnie zniszczył, ale jutro chcę powtórki – mocniejszej.