Leżałam na łóżku z nogami rozłożonymi na boki, moja cipa już ociekała sokami z podniecenia. Wyjęłam z szuflady ten szatański gadżet – wibrator z ruchomym języczkiem, który liże jak najspragniony samiec. Włączyłam go na pełen gaz, a ten pierdolony język zaczął wibrować i machać się po mojej nabrzmiałej łechtaczce. Kurwa, jakie to było dobre! Lizał mi cipkę od dołu do góry, ssąc sok z mojej szparki, jakby chciał wyssać duszę.
Wcisnęłam zabawkę głębiej między wargi cipki, a język penetrował wejście do mojej dziurki, liżąc ścianki. Jęczałam jak suka w rui, palcami ściskałam sutki, ciągnąc je boleśnie. Cipa pulsowała, soki lały się po udach, a wibrator nie przestawał – lizał, wibrował, drażnił punkt G. 'O tak, liż moją cipę, ty pierdolony!' – krzyczałam, wijąc się w ekstazie. Orgazm budował się jak burza, cipka swędziała od wewnątrz, prosząc o ulgę.
Nie wytrzymałam dłużej. Wcisnęłam wibrator na maksa, język wirował w mojej cipie jak tornado. Nagle eksplodowałam – wielki tryskający orgazm zalał łóżko! Fontanna kobiecego spustu wystrzeliła z mojej cipki, tryskając na metr w górę, mokre plamy wszędzie. Drżałam w konwulsjach, cipa skurczami doiła resztki rozkoszy, a ja dyszałam, zlana potem i sokami. Ten zabawka sprawiła, że squirtnęłam jak fontanna, najlepszy orgazm ever!
Po wszystkim lizałam palce z własnych soków, wiedząc, że zaraz powtórzę. Ta cipa jest nienasycona na takie lizanie.