Biały turysta wylądował w Rio z portfelem pełnym dolarów i kutasem gotowym do akcji. Od razu namierzył ją – piękną brazylijską czarnulę o skórze jak heban, z wielką, krągłą dupą, która falowała przy każdym kroku. Miała pełne usta idealne do ssania i cycki, które prosiły się o ugniatanie. Dogadali się w mig: sex turism za kasę, bez gadania. W jej ciasnym pokoju ściągnęła stringi, pokazując gładką cipkę i ciasną dziurkę dupy.
Chwycił jej czarną głowę i wepchnął grubego, białego kutasa prosto w gardło. Ssała jak wariatka, śliniąc się i charcząc, jej wargi rozciągnięte na maxa wokół żyły pulsującego fiuta. „Ssij mocniej, brazylijska dziwko!” – warknął, pompując w jej buzię. Wyciągnął kutasa, ociekającego jej śliną, i kazał jej się położyć na czworaka. Nasmarował jej dupę sokiem z cytryny i swojej preejakulacji, a potem wbił się w ciasną, czarną dziurę bez litości. Rżnął ją jak zwierzę, jej krzyk mieszał się z jękami rozkoszy, a biała pała rozciągała brązową dupę na granicy pęknięcia.
Dupsko brazylijki falowało przy każdym pchnięciu, klepał je mocno, zostawiając czerwone ślady na hebanowej skórze. „Weź to, czarna suko, biały kutas cię rozjebie!” – ryczał, przyspieszając tempo. Ona wiła się, cipka kapała sokami, a on czuł, jak jej odbyt ściska go jak imadło. W końcu nie wytrzymał – wbił się po jaja i spuścił gęstym, białym wytryskiem prosto w jej wnętrzności. Sperma wyciekała z rozjebanej dupy, mieszając się z jej sokami, podczas gdy ona drżała w orgazmie.
Leżeli zlani potem, jego kutas wciąż półtwardy w jej dupie. „Najlepszy sex turism ever” – mruknął, klepiąc jej mokrą cipkę. Ona uśmiechnęła się sprośnie, wiedząc, że jutro będzie więcej.