Obudziłem się z porannym twardzieliem, kutasem sterczącym jak stal pod cienką kołdrą. Drzwi sypialni zaskrzypiały i weszła ona – dojrzała laska, współlokatorka z mieszkania, w samej koszulce nocnej, co ledwo zakrywała jej soczyste cycki i dupę. Myśląc, że to jej facet śpi obok, podeszła z uśmiechem, odgarnęła kołdrę i złapała mojego grubego kutasa w dłoń. 'O kurwa, jaki twardy dziś, kochanie' – mruknęła, liżąc wargi.
Ssała go zachłannie, jakby to był najsmaczniejszy lizak. Jej usta sunęły po całej długości, język wirował wokół żołędzi, a ręka masowała jaja. Nie protestowałem – po co? Ta dojrzała suka znała się na robocie, połykała kutasa po same jaja, charcząc z rozkoszy. 'Mmm, dawno nie był taki gruby' – jęknęła, plując na trzon i pompując głową jak maszyna. Mój fiut pulsował w jej gardle, a ja łapałem ją za włosy, wpychając głębiej. Czułem, jak jej cipa moknieje, bo ręką się pieszczotliła.
Nie wytrzymałem – postawiłem ją na czworaka i wbiłem kutasa w jej ciasną, ociekającą cipę. Rżnąłem ją mocno, klapsy na dupie dudniły, a ona wyła: 'Tak, rżnij mocniej, ty skurwysynu!'. Jej cycki falowały, cipa ściskała fiuta jak imadło. Przeszedłem do jej dupy, smarując sokami z cipki, i napierdalałem analnie, aż błagała o spust. 'Wylej we mnie wszystko!'
W końcu eksplodowałem – gorący spust zalał jej cipę i dupę, wyciekając po udach. Padliśmy zdyszani, a ona dopiero wtedy zauważyła pomyłkę. 'Kurwa, to nie jego kutas... ale dawaj jeszcze raz'. Od tamtej pory rano zawsze czekała na mój poranny twardziel.