W spalonych słońcem pustkowiach postapokaliptycznego świata Sweetie Fox, ubrana w skąpy cosplay z Fallouta – krótka spódniczka opinająca jędrny tyłek, pończochy sieciowane na udach i obcisły top ledwo mieszczący jej duże cycki – ledwo zipie z pragnienia. Usta ma suche jak piach, pot spływa po dekolcie, a cipka wilgotnieje od upału. Nagle na horyzoncie pojawia się obcy typ w skórzanej kurtce, z manierką pełną czystej wody w dłoni. Patrzy na nią głodnym wzrokiem, lustrując jej krągłości.
– Chcesz łyk, laska? – warczy, rozpinając rozporek i wyciągając grubego, nabrzmiałego kutasa. – Najpierw obsłuż go jak należy. Sweetie nie ma wyboru, klęka na kolanach w kurzu, chwyta pałę w dłoń i zaczyna lizać łebek, ssąc głośno i zachłannie. Jej język wiruje wokół żołędzi, wali konia obiema rączkami, a on jęczy, wciskając fiuta głębiej w gardło. Ślina kapie po brodzie, cycki podskakują, gdy dławi się kutasem. – Dobra dziwka, ssij mocniej! – rozkazuje, trzymając ją za rude włosy.
Po minucie obcy nie wytrzymuje, ciągnie ją za ramię, zrywa majtki i wali na ziemię. Wpada w jej mokrą cipę jednym pchnięciem, rżnąc brutalnie jak zwierzę. Sweetie wije się, jęczy wulgarnie: – Rżnij mocniej, kurwa, dawaj tę wodę! On wali w podłogę jej cipki, klepie po tyłku, szczypie sutki. Cycki falują, pot miesza się z sokami z cipki. W końcu wyrywa kutasa, stawia na kolanach i spuszcza gęsty strumień spermy na twarz i cycki. Ona liże resztki, a on podaje manierkę. – Pij, suko, zasłużyłaś.
Lyku wody był wart każdego centymetra kutasa – myśli, ocierając spust z ust, gotowa na więcej w tym pieprzonym piekle.